poniedziałek, 22 grudnia 2014

Jaką książkę kupić człowiekowi korporacji?

Jako, że Święta tuż tuż, ostatni dzwonek na kupno prezentów. Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam kupować książki. W sumie nie wszystkim moim bliskim się moja pasja podoba, no ale cóż... ;)

Pozwoliłem sobie także sporządzić szybką listę książek, które chciałbym dostać jako korpoweteran. Jeśli wśród swoich bliskich macie takiego nieszczęśnika lub nieszczęśnice, przyjrzyjcie się poniższym pozycjom. 

Kolejność przypadkowa, przecież chcę je mieć wszystkie!

1. Michael Jordan. Życie - bo teraz wszyscy oglądają NBA po nocach, przynajmniej tak twierdzą ;)
2. Blog. Pisz, kreuj, zarabiaj - nowa pozycja Kominka, w sam raz dla desperatów, takich jak ja!
3. Dawid i Goliat. Jak skazani na niepowodzenie mogą pokonać gigantów - ambitnie, marketingowo - nowa pozycja Gladwela.
4. Medialne lwy dla rekinów biznesu. Sztuka świadomego wykorzystania mediów - no bo przecież każdy marzy, by zostać PR-owym cieciem. A nawet jeśli nie to przecież i tak mogę to wykorzystać na spotkaniach zespołu! Ta...
5. Kulinarne opowieści. Książka zwycięzcy programu MasterChef - bo trzeba być na czasie w rozmowach z koleżankami. Mimo, że kibicowałem Karinie...
6. Personal branding 2.0. Cztery kroki do zbudowania osobistej markier - personal branding, pojęcie nr 1, o którym myśli pracownik korpo po wyjściu z pracy. Pozycja obowiązkowa!
7. Kto zabił zmianę? - procesowo i projektowo - krótko i na temat, nawet trochę zabawnie.
8. Coaching. Kreatywność. Zabawa - coaching!!! podany w bardzo przystępny sposób. Nie bać się!
9. Success and Change- o tak, książka naszego głównego narodowego coacha. Ładna okładka;)
10. Poradnik przetrwania w życiu. Osiągaj cele, walcz z przeciwnościami, rozwijaj charakter - o tym jak zasady surviwalu przenieść na codzienne życie.
11. Grumpy Cat. Książeczka rasowego marudy - znacie tego kota? Dorzućcie mu te kilka złotych do zarobionych już przez niego kilku milionów dolarów.

Co proponujecie, by dorzucić do tej listy?

Oczywiście, jeśli nie książka, to pamiętajcie zawsze elegancka koszula przyda się naszemu korpoczłowiekowi. Lub elegancki krawat, a co ;)

środa, 17 grudnia 2014

Wigilia w korporacji

To ten niezwykły dzień przed Świętami, w który z bólem musimy oderwać się od naszych ukochanych biurek i jesteśmy zmuszeni do spróbowania miło porozmawiać o czymś neutralnym, przyjemnym. Niby proste? W korporacji nie do końca ;)

Trochę o komunikacji w korpo, by rozjaśnić Wam w czym tkwi problem...

Komunikacja, w zależności od zajmowanego przez nas stanowiska czy stanowiska zajmowanego przez naszego rozmówcę, w zależności od poziomu wtajemniczenia w korpogadki może wyglądać w przeróżny sposób. Często przybiera wymiar:


  • coachingu
  • rozmowy z użyciem technik manipulacji (w większości nieudolne próby)
  • zastraszanie
  • przymilanie
  • e-mail komunikacja
  • komunikatorowa komunikacja
  • inne
Generalnie rozmawiamy albo o pracy, albo o pracy znajomych, albo pracy po pracy, albo... szczycimy się swoimi modnymi zajęciami. Co ostatnio jest w modzie? Np. bieganie, cross-fit i inne wykańczające zajęcia na siłowni. nowy Iphone lub co najmniej Note 4. Ogólne przechwałki z różnych obszarów - osiągnięć kulinarnych, znajomości, brylowania w towarzystwie, znajomości trudnych słów na temat coachingu, NLP i innych. A jeśli już nie mam czym chwalić siebie, chwalimy najbliższą nam istotę - partnera, dziecko, psa...

Czy w korporacji można przestać być czujnym i mówić o czymś zwykłym? Chyba nie... Zwykłe wydarzenia na poziomie polityki, sportu czy bieżących wydarzeń ze świata zdają się być passe...

Czy Wigilia korporacyjna jest inna? Nie ;) Ta sama sztuczność co na co dzień, ze zwiększoną ilością sztucznych uśmiechów. Szkoda, ale można się przyzwyczaić. Co innego już po jakimś czasie, szczególnie gdy na Wigilii jest alkohol. Wigilia wtedy najczęściej przeradza się w czystą korporacyjną imprezę, ale o tym kiedy indziej ;)

Jak się ubrać na Wigilię w korporacji? Elegancko, ale nie zbyt formalnie, bo przecież ma być bardziej luźno - mamy czuć się swobodnie. Jeśli na tego typu spotkaniu nie obowiązuje określony dress code - w koszuli i marynarce będziecie czuć się dobrze i nikt Wam niczego nie zarzuci.

Ja zazwyczaj dobrze wspominam swoje korpo-Wigilię, głównie z uwagi na alkohol, który rozwiązuje języki i zwalnia hamulce ;)

A jak u Was wyglądają korporacyjne Wigilie?

wtorek, 16 grudnia 2014

Praktyki w korporacji - czy trudno się wykazać?

Dziś zdecydowałem się na nieco poważniejszy temat. Mam nadzieję, że pod koniec mojego wpisu nie nazwiecie mnie korposzczurem, w związku z moją opinią. 

O korporacji urosło już tyle opowieści, częściowo prawdziwych, częściowo mitów. Do dzisiejszych przemyśleń zachęcił, a może bardziej zmusił praktykant z zespołu obok.

Zacznę od tego, że dziś każdy (bez wyjątku) by chciał. Chciał, bo mu się należy, jak za przeproszeniem psu zupa (nie chciałem urazić żadnego psa).

Takiemu oto praktykantowi należy się dobra kasa na start, opieka medyczna, multisport i szeroko pojęty szacunek współpracowników.

Za co? No bo przecież skończył jakże ciężkie studia (lub w bólach je kończy) i raczy nas zaszczycić swoją obecnością i porażać nas swoją wiedzą.

A jak to wygląda w praktyce?

Poziom excela - tabele przestawne sprawiają problem, więc mniej niż podstawowy.
Poziom powerpointa - hmm, pozostawia wiele do życzenia.
Umiejętności komunikacyjne - odrobinę zaburzone. Zestresowany, niepewny. Jakiś w ogóle zamyślony i nieobecny.

W ciągu miesiąca bycia na praktykach nie wykazał się ani pomysłowością, ani inicjatywą. 8-12, czy tam 12-16 i dyla na zajęcia, bo przecież jeszcze kończy magisterkę...

Ale podczas tych jakże piekielnie intensywnych 4h czas na kawkę i Facebooka jest... Hm, ja przez pierwsze 3 m-ce w nowej pracy nie wchodziłem na Fejsa, a tu widoczny pełny lajt...

Opiekun owego praktykanta chodzi bordowy, bo oprócz stu tysięcy spraw, które musi wykonać zwykły, szeregowy korposzczur w ciągu dnia, oto i przyszła potrzeba opieki nad tym delikwentem.

Jak żyć Panie Premierze? ;) Co sądzicie o postawach świeżo upieczonych absolwentów lub kończących studia? Wg mnie brakuje im zacięcia, woli walki i ambicji.... A minęło raptem kilka lat, kiedy to ja zaczynałem od takich praktyk....

poniedziałek, 15 grudnia 2014

O fularach słów kilka, czyli korporacyjny Dziki Zachód!

Czy słyszeliście w swoim życiu takie trudne słowo jak FULAR JEDWABNY?

Podkreślę jeszcze raz: fular jedwabny?

Nie martwcie się, bo ja też nie... ;) Oto i on, a w sumie one:





Ładne, nie? ;) Taaakie stylowe, no ale wracając do samego początku historii...

Poniedziałek, 8:30 biuro się zapełnia. Teoretycznie w połowie grudnia, wszystkie zimowe lub późno-jesienne kreacje powinny być opatrzone i obgadane w 100%. Ale jest oto on - nowy! Dziś 15.12 rozpoczął pracę i już w drzwiach wejściowych. Panie oniemiały i nagle pojawiło się coś ciekawszego od porannej kawy i poweekendowych plotek.

Czym jest fular jedwabny? Ni to szalik, ni to chustka. Takie nie wiadomo co, mnie przypomina taką chustkę jak z westernu ;) I moje skojarzenia wcale nie muszą okazać się chybione, ponieważ historyczne wzmianki mówią o tym, że fular pojawił się przed XIX wiekiem na Dalekim Zachodzie, skąd został sprowadzony do Europy, w której to były noszone w XIX wieku i na początku XX. A teraz po długiej przerwie "podobno" powracają!

Aż strach się bać ;)

Fular to tak naprawdę kawałek cienkiej, jedwabnej tkaniny w różne, mniej lub bardziej rzucające się wzory.

Cena takiego dodatku rozpoczyna się od ok 100 zł. Górnego limitu nie sprawdzałem, ale zgodnie z korpo-myślą - sky's the limit ;)

Do czego można założyć taki oto fular?
Nie wiem.

Wiem natomiast do czego założył nasz nowy kolega. Do markowych (a co!) jeansów, koszuli w kratę i ciemnej marynarki. Gdyby podmienić marynarkę na sweter, można byłoby pomylić go z golfistą ;)

W sumie czytając trochę o fularach, znalazłem informację, że te są wyjątkowo popularne właśnie wśród tej grupy.

A co Wy myślicie o fularach? Uchowają się? Może to właśnie korporacja będzie nowym przytułkiem tego produktu? 

A może to oznacza coś więcej... Może pracownicy korporacji to kowboje XXI wieku?

Z tą bardzo głęboką myślą zostawiam Was samych!

Witaj blogu!

Witaj blogu... czyli zacznę jak wszystkie szafiarki i nastolatki do 13 r.ż. Słabo nie? A to dopiero początek, niedobrze...

A tak serio, to rzeczywiście mam zamiar pisać do tego bloga i opisywać w nim paranoję moich (i nie tylko) korpomód (jest takie słowo w ogóle?)

Korpomoda - co to takiego? Czyżby korporacyjny styl ubierania - też choć o wiele za wąskie wyjaśnienie. A może styl życia ( a w sumie nie życia, bo jak można żyć w korporacji? - na to też sobie odpowiemy...). W ogóle chyba za dużo dodaję nawiasów... Trudno. Tak lubię. To jednak z moich korpomód;)

Teraz bardziej serio...

Imię: Mariusz
Nazwisko: bez nazwisk
Wiek: 28 lat
Stan cywilny: wolny, w związku
Wykształcenie: wyższe podyplomowe
Praca: Korporacja w Łodzi (tak tym razem nie Domaniewska w Warszawie; Łódź tez ma swoje mordory;)