wtorek, 16 grudnia 2014

Praktyki w korporacji - czy trudno się wykazać?

Dziś zdecydowałem się na nieco poważniejszy temat. Mam nadzieję, że pod koniec mojego wpisu nie nazwiecie mnie korposzczurem, w związku z moją opinią. 

O korporacji urosło już tyle opowieści, częściowo prawdziwych, częściowo mitów. Do dzisiejszych przemyśleń zachęcił, a może bardziej zmusił praktykant z zespołu obok.

Zacznę od tego, że dziś każdy (bez wyjątku) by chciał. Chciał, bo mu się należy, jak za przeproszeniem psu zupa (nie chciałem urazić żadnego psa).

Takiemu oto praktykantowi należy się dobra kasa na start, opieka medyczna, multisport i szeroko pojęty szacunek współpracowników.

Za co? No bo przecież skończył jakże ciężkie studia (lub w bólach je kończy) i raczy nas zaszczycić swoją obecnością i porażać nas swoją wiedzą.

A jak to wygląda w praktyce?

Poziom excela - tabele przestawne sprawiają problem, więc mniej niż podstawowy.
Poziom powerpointa - hmm, pozostawia wiele do życzenia.
Umiejętności komunikacyjne - odrobinę zaburzone. Zestresowany, niepewny. Jakiś w ogóle zamyślony i nieobecny.

W ciągu miesiąca bycia na praktykach nie wykazał się ani pomysłowością, ani inicjatywą. 8-12, czy tam 12-16 i dyla na zajęcia, bo przecież jeszcze kończy magisterkę...

Ale podczas tych jakże piekielnie intensywnych 4h czas na kawkę i Facebooka jest... Hm, ja przez pierwsze 3 m-ce w nowej pracy nie wchodziłem na Fejsa, a tu widoczny pełny lajt...

Opiekun owego praktykanta chodzi bordowy, bo oprócz stu tysięcy spraw, które musi wykonać zwykły, szeregowy korposzczur w ciągu dnia, oto i przyszła potrzeba opieki nad tym delikwentem.

Jak żyć Panie Premierze? ;) Co sądzicie o postawach świeżo upieczonych absolwentów lub kończących studia? Wg mnie brakuje im zacięcia, woli walki i ambicji.... A minęło raptem kilka lat, kiedy to ja zaczynałem od takich praktyk....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz